"Jest 6 kryteriów, według których diagnozuje się uzależnienie"

Wersję audio tego tekstu znajdziesz w aplikacji Droga Odważnych


Druga część rozmowy z Robertem Dudkiem – psychologiem, psychoterapeutą i założycielem poradni Zielone Przedmieście. Tym razem o diagnostyce oraz o współuzależnieniach. Rozmawia Dariusz Dudek.

 

Czytaj także: "Uzależnić można się od wszystkiego"


Czy jestem uzależniony?


Czy można rozpoznać uzależnienie u samego siebie?


Tak, jest to możliwe, jeśli ktoś jest na to gotowy! Często działają tu błędy poznawcze: zaprzeczanie, tłumaczenie, racjonalizacja…


Istnieje sześć kryteriów Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób (ICD10), według których diagnozuje się uzależnienie:

  1. Utrata kontroli nad momentem rozpoczęcia, zakończenie, ilością lub intensywnością przyjmowania danej substancji, lub podejmowania działania. Tak zachowuje się ktoś, kto mówi, że wypije tylko dwa piwa, a kończy na sześciu, robi postanowienia, których nie dotrzymuje…

  2. Głód – to najbardziej charakterystyczny objaw. To silna, nieodparta potrzeba i chęć wzięcia danej substancji lub podjęcia działania, połączona z przekonaniem, że jeśli tego nie zrobię, to nie wytrzymam.

  3. Zmiana tolerancji – z upływem czasu osoba potrzebuje brać coraz więcej danej substancji lub podejmować jakieś zachowanie częściej i intensywniej, by osiągnąć taki sam poziom zadowolenia. Ktoś zaczyna od dwóch piw, potem cztery, potem sześć, a potem wódka, bo ośmiu piw nie zmieszczę, a pół litra wódki – owszem. W przypadku uzależnień behawioralnych weźmy za przykład kompulsywne zachowania seksualne: zaczyna się od pornografii, potem pojawiają się czaty, aż do spotkań i ryzykownego seksu.

  4. Zespół abstynencji – doświadczanie silnych i nieprzyjemnych stanów fizycznych i emocjonalnych po odstawieniu danej substancji lub zaprzestania czynności. Mogą to być drgawki, lęk, potliwość… Reakcja jest zależna od substancji lub zachowania.

  5. Życie zaczyna się kręcić wokół danej substancji lub czynności – energia, czas, myślenie skupione są na czynniku uzależnienia.

  6. Ostatni to branie lub podejmowanie czynności mimo świadomości szkodliwości tej sytuacji. Mimo sygnałów ze strony otoczenia i własnych obserwacji osoba wchodzi coraz głębiej w uzależnienie.


Czytaj także: Łatwiej umówić się "na grilla", niż "na wódkę"


Jak pomóc uzależnionemu


Mówisz o sygnałach płynących z zewnątrz. Jak zatem można pomóc komuś, u kogo dostrzegamy te objawy?


Można to zrobić, ale jest to często bardzo trudne! Osoba, która upomni uzależnionego, zwróci na coś uwagę, musi się liczyć z agresją, odrzuceniem i niezgodą ze strony danej osoby.


Prawda jest jednak taka, że osoba uzależniona ma ponieść konsekwencje swoich zachowań. Nie wolno takiej osobie usuwać lamp ostrzegawczych! Momentem takiego wake up call jest doświadczenie konsekwencji swojego zachowania. Dlatego osoba, która jest blisko z uzależnionym człowiekiem ma prawo nazywać rzeczy po imieniu: “Nie podoba mi się to. Uważam, że przesadzasz” i nie powinna ratować skóry temu człowiekowi.


Co przez to rozumiesz?


Pokaże to na klasycznym przykładzie. Mąż pije, a w poniedziałek żona dzwoni do jego szefa, tłumaczy sytuację, jedzie do sklepu po piwo, nie zgłasza przemocy w domu... Te zachowania utrzymują uzależnienie, a ona nie musi się mierzyć ze zmianą, co może być trudne. Lepsze znane bagno niż nieznane morze!


To jest osoba współuzależniona, tak?


Tak. Z doświadczenia mojej praktyki terapeutycznej powiem, że ciężej jest nieraz wyjść ze współuzależnienia niż z uzależnienia.


Dlaczego?


Och, to dobre pytanie! W przypadku osoby współuzależnionej całe jej życie kręci się wokół uzależnionego człowieka i tego, by ta osoba wyszła z nałogu. W ten sposób współuzależniony zapomina o sobie, uważa się za kogoś nieważnego, stawia drugiego w centrum, ale ma jakiś cel życia!


Taka osoba zachowuje się w sposób nadkontrolny lub nadodpowiedzialny. W pierwszym wypadku kontroluje i sprawdza, czy uzależniony wypił lub wziął dawkę, czy jednak jest czysty. A prawdą jest, że nie da się kontrolować osoby uzależnionej! To ona sama ma to robić! W przypadku nadodpowiedzialności współuzależniony przejmuje odpowiedzialność za życie drugiej osoby, za jej decyzje i błędy. A to uzależniony ma wziąć odpowiedzialność i ponieść konsekwencje!


Osoba współuzależniona musi zatem znaleźć nowy sens swojego życia. Wydaję mi się, że takie pozwolenie uzależnionemu na sięgnięcie dna, może się wydawać okrutne! Ta osoba może pomyśleć: “Jaki ja jestem straszny, skoro dozwalam na to, by został wyrzucony z pracy za picie”.


Tak, to może być trudne. Ale osoba współuzależniona żyje w bardzo toksycznej relacji, w której jest na niższym stopniu, jest mniej ważna. Terapia ma doprowadzić do uświadomienia sobie, że ta osoba jest równie ważna, co uzależniony, a nawet ważniejsza, gdyż sama siebie ma zaakceptować i nie budować swoje szczęścia warunkując go zachowaniem drugiego.


Czytaj także: Co to znaczy być dobrym ojcem? Odpowiedź może Cię zaskoczyć!


A co z wiarą?


Na koniec chciałem zapytać o wiarę: czy może ona pomagać w terapii i czy może przeszkadzać?


To kwestia indywidualna. Dla wielu odniesienie do siły wyższej, modlitwa, podpisanie krucjaty wyzwolenia było czynnikiem ważnym i motywującym. Dla innych ten aspekt w ogóle nie był brany pod uwagę, gdyż wiara nie była ważna w ich życiu.


U części osób temat wiary pojawia się na etapie trzeźwienia, gdzie pracuje się nad sferą wartości. Niektóry osoby, dla których wiara była ważna, ale została zaniedbana, wracają do praktykowania i relacji z Bogiem. Ale jest to wartość. Nie element kultury czy obowiązku. Taka wiara jest wtedy oparciem i buduje przekonanie, że człowiek nie jest sam.

 


Zapraszamy Cię do rozwijania się osobowo, fizycznie i duchowo. Materiały do pracy nad sobą znajdziesz w aplikacji Droga Odważnych.


134 wyświetlenia0 komentarzy

Powiązane posty

Zobacz wszystkie

Chcę otrzymywać newsletter!

Dziękujemy za przesłanie!