top of page

"Johnny" – parafie na niego nie przyjdą! Film o ks. Janie Kaczkowskim


Johnny - film o Janie Kaczkowskim
Fot. Daniel Jaroszek, źródło: zloteprzeboje.pl

Na szczęście nie przyszedłem punktualnie na 19:10 i dzięki temu ominęła mnie większą część reklam. Niestety, miałem też wątpliwą przyjemność zobaczyć zwiastuny trzech polskich filmów, które mają być “hitami” na te Święta… Amerykańsko-słodko-nierealistyczno-nieśmieszne. Bałem się, że “Johnny”, na którego się wybrałem, będzie podobnie niskich lotów. Wiadomo – polski film o tematyce religijnej.

 

Czytaj także: "Moneyball" – film, który otwiera na nowo oczy na sport


Zwlekałem z pójściem na “Johnnego”


Wielokrotnie zawiodłem się na filmach (nie tylko polskich) dotykających spraw wiary. “Cud Guadalupe” czy “Karolina” okazały się niskobudżetowymi produkcjami z kiepską grą aktorską, sztampowymi pomysłami i dość płytkim ukazaniem świętych (Juana Diego i Karoliny Kózki). Ale spoko… parafie przyjdą.


Obawiałem się, że to samo zobaczę w “Johnnym” i nauczony doświadczeniem zwlekałem z pójściem do kina. Przekonał mnie jednak mój znajomy, który stwierdził, że kilka razy się na nim popłakał ze wzruszenia i dziwi się, że film przeszedł niemal bez echa w katolickich mediach.


Nie poznasz biografii Kaczkowskiego


Jan Kaczkowski to ksiądz archidiecezji gdańskiej, bioetyk i dyrektor Puckiego Hospicjum pw. św. Ojca Pio. Zmarł w 2016 r. z powodu glejaka. Ukazało się kilka jego książek, w tym najbardziej znane wywiady-rzeki: “Życie na pełnej petardzie czyli wiara, polędwica i miłość” z Piotrem Żyłką oraz “Szału nie ma, jest rak” z Katarzyną Jabłońską. Niewiele więcej dowiesz się na temat jego biografii z tego filmu. Ale możesz poznać, jaki był.


Jan Kaczkowski, tytułowy Johnny to postać niemal drugoplanowa. Na przedzie widać raczej Patryka – młodego złodziejaszka, narkomana, który w ramach zawieszonego wyroku sądowego ma odpracować 300 godzin w hospicjum założonym przez ks. Kaczkowskiego. To jego oczami poznajemy Johnnego.


A ten jest autentyczny. Prosty, a jednak niepozbawiony głębi, której uczy tylko zetknięcie się z kruchością człowieka. Odważny, a przy tym łagodny. Stanowczy, ale niepozbawiony mądrej miłości. Wierny swojemu powołaniu i wychodzący na peryferie.


Patrzymy, jak Jan Kaczkowski zmaga się ze swoją chorobą, o której wie, że jest śmiertelna, powoli przechodzi na drugą stronę, a Patryk jakby przejmuje jego życiodajną siłę. Jego komentarze zachowań ks. Jana, refleksje, które wypowiada, pozwalają dostrzec w niezwykłym Janie Kaczkowskim, kogoś zupełnie normalnego a przy tym nabrać zaufania do innych księży, które zostało mocno nadszarpnięte przez liczne skandale.


Czytaj także: Chcesz być jak Leon Zawodowiec?


Dobre kino


Moje obawy co do kato-lipy okazały się płonne. “Johnny” to dobrze zrobiony film. Oczywiście, nie jestem znawcą kina, ale jako laikowi oglądało mi się go po prostu dobrze. Nie miałem wrażenia, że scenariusz był pisany na kolanie, ujęcia kręcone smartfonem, a jednym źródłem światła była lampka biurkowa. Ot, profesjonaliści wzięli się za robienie filmu.

Genialnie spisał się w roli ks. Jana Kaczkowskiego Dawid Ogrodnik. Pamiętam go z roli chorego na porażenie Mateusza w filmie “Chce się żyć”. To, jak zagrał chorego mężczyznę, było świetne! Podobnie i w “Johnnym” jego sposób mówienia, mimika, chodzenie i poprawianie okularów są wprost naturalne.


Ja nie popłakałem się na filmie, ale łza kręciła mi się momentami o oku. Czy film nie za bardzo gra na emocjach? Być może. Mnie osobiście nie przeszkadzało to w odbiorze, ale zdaję sobie sprawę, że dla niektórych może to być nieco zbyt wielka dawka uczuć.


Czytaj także: By rozwijać się duchowo, potrzebuję wysiłku. Ten wysiłek nazywa się formacja


Parafie na niego nie pójdą


Po obejrzeniu “Johnnego” pomyślałem: “Parafie nie przyjdą”. Dlaczego? Film momentami bywa dosadny i nie-kościółkowy. Kaczkowski a to zaklnie, a to skręta zapali, a to minie Jurka Owsiaka wchodząc na “piekło na ziemi”, jak określa Przystanek Woodstock. Johnny zetrze się z pewnym arcybiskupem, któremu delikatnie wypomni alkoholizm i materializm. Upomni swojego ojca, ochrzani Patryka.


Dzięki temu jest jednak autentyczny. Nie jest próbą ukazania księdza, jako kogoś oderwanego od życia, który nie idzie tylko, kroczy, nie je, tylko spożywa, nie mówi, tylko głosi, a jeśli się modli, to z rozmarzonymi oczami utkwionymi w niebo.


Jan “Johnny” Kaczkowski jest normalny. Robi to, do czego został powołany. A film o nim nie jest w stylu “spoko, parafie przyjdą”, ale raczej “niech parafie przyjdą, bo warto”.


247 wyświetleń1 komentarz

Powiązane posty

Zobacz wszystkie

Chcę otrzymywać newsletter!

Dziękujemy za przesłanie!