"Samotne ojcostwo jest smutne. To trzeba zaakceptować i żyć dalej" [wywiad]

Wersję audio tego tekstu znajdziesz w aplikacji Droga Odważnych


Iwona, żona Tomasza Kani zmarła po 15 latach małżeństwa. Przed Tomkiem stanęło trudne zadanie: samotne wychowanie dwójki dzieci. Jak wygląda jego relacja z synem i córką po śmierci żony? Jak radzi sobie w tej sytuacji? Czy obwinia Boga za to, co się stało? Rozmawia Jarosław Kumor.

 

Czytaj także:Co to znaczy być dobrym ojcem? Odpowiedź może Cię zaskoczyć!


Dzień Ojca jest teraz inny


Tomku, który to Dzień Ojca, który przeżywasz bez żony?


To drugi Dzień Ojca bez Iwonki.


Czy pamiętasz, jak wyglądał ten pierwszy, który spędziłeś bez małżonki?


Przyznam się szczerze, że nie pamiętam! Tak jak nie pamiętam za wiele z pogrzebu. Wiem, że było na nim wielu ludzi i wielu moich przyjaciół, ale nie potrafiłbym powiedzieć z kim i o czym rozmawiałem. Dzień Ojca, tak jak wszystkie momenty rocznicowe, są trudne i przywołują wiele wspomnień. Iwonka zawsze przygotowywała z dziećmi, zwłaszcza z Dominikiem, kartki dla mnie, które teraz trzymam jak relikwie. I to tego brakowało mi w tamtym roku. Natomiast mam nadzieję, że gdy synek podrośnie i zrozumie, czym jest Dzień Ojca, to czeka mnie jeszcze wiele pięknych chwil!


Opowiedz o swoich dzieciach. Jak zmieniła się wasza relacja po śmierci Twojej żony? Wydaje mi się, że musiało nastąpić zbliżenie w wyniku tak trudnych przeżyć.


Mój syn Dominik ma sześć i pół roku, a córka Hania trzy i pół. Myślę, że nasza relacja się nie zmieniła, gdyż od początku byliśmy ze sobą zżyci. To natomiast, co się zmieniło to podział obowiązków. Dawniej dzieliliśmy je między siebie, a teraz wszystko spoczywa na mnie i największym wyzwaniem jest łączenie pracy z czasem, który poświęcam dla dzieci. Prowadzę swoją działalność, więc sam mogę sobie zorganizować czas. Niedawno bawiłem się z moim synem. Po chwili powiedziałem, że teraz potrzebuję chwili na kontakt z klientami. Dominik skomentował, że pracuję cały dzień. Zacząłem mu tłumaczyć, że w innych rodzinach jest mama i tata i mogą na zmianę spędzać czas z dziećmi, a ja muszę to jakoś pogodzić. Zasugerowałem, żeby jakoś mi pomógł rozwiązać tę sytuację. A on stwierdził: “No to popracuj teraz pół godziny, a potem pół godziny pograj ze mną w piłkę”.


Inaczej wyglądają nasze wieczory. Często przed zaśnięciem Dominik prosi, by porozmawiać o mamie. Czasami są to rozmowy wesołe, a czasami to wejście w smutne i przykre emocje.


Jak długo nie ma z wami Iwony?


Iwonka zmarła 19 października 2020 r. po ponad rocznej walce z chorobą. Lekarze dawali jej dwa, może trzy lata przy dobrych wiatrach. Została z nami nieco ponad rok.


Czytaj także: Jak przeżyć Mszę z 7 dzieci



Małżeństwo nauczyło mnie empatii


Cechami typowo męskimi, ojcowskimi są stanowczość i pewna surowość, zaś matczynymi: czułość i empatia. Czy musiałeś się ich teraz nauczyć?


Nie. Nauczyłem się ich w trakcie mojego małżeństwa z Iwonką. Przed ślubem byłem “radykałem” i łatwo odrzucałem ludzi, którzy działali, że tak powiem, nie po Bożemu. Małżeństwo nauczyło mnie, że drugiego trzeba wysłuchać, zrozumieć i nie wolno skreślać człowieka! To przeniosło się na moje podejście do dzieci, do których staram się podchodzić z czułością i empatią.


Kiedyś jednak wybuchłem złością na Dominika. A ona zapytał mnie, czy słusznie go oskarżam, bo prawda może być taka, że to Hania pierwsza go zaczepiła. I tak właśnie było! Nie pozostało mi nic innego, jak go przeprosić, co z kolei obudziło u mojego synka duże pokłady empatii i przebaczenia.


Czy widzisz różnicę w Twojej relacji do córki i syna? Oboje stracili mamę, ale pewnie przeżywają to na różny sposób.


Dominik bardzo dużo rozumie i pamięta. Niestety, co jest normalne u dziecka w tym wieku, obwinia siebie za śmierć mamy. Pracujemy nad tym i rozmawiamy o tych emocjach, które odczuwa. Niedawno zapytał mnie: “Tato, dlaczego Bóg zabrał mi mamę? Najpierw powinien zapytać o to mnie”. Powiedziałem mu szczerze, że nie wiem, ale możemy razem poszukać na to odpowiedzi, co wyraźnie go uspokoiło. Nie liczy się zatem sama odpowiedź, ale bliskość i czułość.


Z córcią jest inaczej. Ona niewiele pamięta. Bardzo natomiast potrzebuje matczynej, kobiecej czułości. Garnie się do innych mam, które spotyka choćby na placu zabaw, chce się do nich przytulać. Ja niestety nie zastąpię jej mamy, pozostanę tatą. Muszę się jednak mierzyć z jej pytaniami, czy jeszcze kiedyś będzie miała mamę.


Dominik stwierdził, że jeśli pojawi się nowa mama, która go pokocha, to i on odwzajemni tę miłość i będzie kochał dwie mamy: tę w niebie i tę nową. Powiedziałem mu, że to, co dla niego może być łatwe, dla mnie już niekoniecznie!


Czytaj także: Jaką cenę mają dla Ciebie najbliżsi?



Trzeba to zaakceptować


Wydaje mi się, że pogodziłeś się ze swoimi brakami i z tym, że nie zastąpisz swoim dzieciom mamy. Jak poradziłeś sobie z akceptacją tego stanu?


To kolejny prezent, który został z mojego małżeństwa. Nauczyliśmy się wybaczać sobie z Iwonką, a to wymagało stanięcia w prawdzie i przyznania się do błędów.


To procentuje w relacji do dzieci. Mój synek widzi, że tata potrafi przeprosić, co daje mu poczucie bezpieczeństwa i oparcie – tata nie jest idealny, ale potrafi się zmienić, a błędy są naturalną częścią życia.


Czy odbierałeś ze strony Twoich dzieci oczekiwanie, że masz zastąpić im mamę? Czy musiałeś zmierzyć się z taką sytuacją?


Nie, nie było takich oczekiwań. Dzieci oczekiwały raczej, że mama wróci. To oczywiście niemożliwe, więc musieliśmy wejść w te trudne emocje. Pewnego razu, gdy wracaliśmy z przedszkola, Dominik powiedział, że on teraz będzie szedł i tupał ze złości. Zacząłem robić to samo. To pomogło mu rozładować ten gniew i mogliśmy potem pograć w piłkę, już bez tych trudnych uczuć.


Hania nie ma potrzeby rozmawiania o mamie. Ona potrzebuje się przytulić.


Wierzę też, że Iwonka opiekuje się nam z nieba – bo wierzę, że tam właśnie jest. Jakiś czas temu przyśniła się naszej znajomej, która martwiła się o moje dzieci. W tym śnie Iwonka powiedziała: “Nie martw się, ja się zajmę moimi dziećmi”.


Czytaj także: Po pierwsze: nie oceniaj swojego dziecka!



Nie mam żalu do Boga


Doświadczyłeś ojcostwa budowanego razem z żoną oraz tego samotnego. Czy masz żal do Pana Boga?


Samotne ojcostwo jest smutne. Jest wiele pięknych chwil w życiu dzieci, których nie mogę przeżyć z Iwonką. Wiem, że ona w nich uczestniczy w jakiś sposób z nieba, ale chciałbym, aby była ze mną. To po prostu trzeba zaakceptować.


Ja nie mam żalu do Boga o to, co się stało. A to dlatego, że Iwonka przez czas trwania choroby, mimo iż ból był straszny, nie narzekała. A czasami był on taki, że nawet nie miała sił krzyczeć z bólu. To jakby ktoś nakłuwał całe ciało i każdą kość igłami. Po jej śmierci otworzyłem jej notatnik, w którym zapisywała modlitwy uwielbienia. Zapisywała je, gdy ból odpuszczał. Nie notowała złorzeczeń i wulgarnych słów, które sam cisną się na usta, ale Psalmy.


Jeśli ona w sytuacji takiego bólu i cierpienia wychwalała Boga, to ja nie mam wątpliwości, że Jezus jest moim Panem i Zbawicielem. To daje mi siłę i wiarę. Pierwszym, co robię, gdy odwiedzam jej grób na cmentarzu, nie są słowa żalu, ale dziękczynienie Bogu za piętnaście lat małżeństwa. Wierzę, że tam jest szczęśliwa i nie chcę, by tu wracała, mimo mojej tęsknoty, którą trzeba zaakceptować i żyć dalej.



Budujcie relacje tu i teraz


Czy jest coś, co chciałbyś przekazać innym ojcom, dla których może Twoja sytuacja jest nie do wyobrażenia?


Do panów, którzy przeczytają ten wywiad: kształtujcie relację ze swoją żoną tu i teraz, kiedy macie na to przestrzeń i czas. Do pań natomiast: formujcie w waszych mężach poczucie wartości.


Pod koniec życia Iwonka nie wiedziała, co się wokół niej dzieje, mózg powoli odmawiał posłuszeństwa. Kiedy jednak zapytałem ją, czy wie, kim jestem, powiedziała wyraźnie: “Tomek Kania”. To były jej ostatnie słowa. Odeszła z tego świata, gdy trzymałem ją w ramionach. Cieszę się, że byłem z nią do końca, a ona zadbał, abym nie czuł żalu.


Chcę na koniec podzielić się trzema zdaniami, które Iwonka wypowiedziała. Pierwsze, gdy dowiedziała się o nowotworze: “Bóg nie daje mi cierpienia, ale chce mnie przez nie przeprowadzić”. Drugie, gdy cierpiała z powodu przerzutów, powiedziała do swojej koleżanki: “Nie martw się! Bóg wie, co robi!” A trzecie: “Spróbuj i zobacz, co się stanie. A jak nie wyjdzie, to przeproś”. To było nasze życiowe motto! Te zdania ustawiają moją hierarchię wartości i pomagają mi w trudnych sytuacjach.

 


Jeśli chcesz rozwijać swoje ojcostwo, skorzystaj z kursu OJCOSTWO – NAJWAŻNIEJSZA KARIERA W ŻYCIU MĘŻCZYZNY, który znajdziesz w aplikacji Droga Odważnych.




1491 wyświetleń0 komentarzy

Powiązane posty

Zobacz wszystkie

Chcę otrzymywać newsletter!

Dziękujemy za przesłanie!