"Uważam, że trzeba reagować" – jak pomagać osobom przeżywającym żałobę


Mężczyzna pociesza kobietę w żałobie

Często nie wiemy, jak zachować się przy osobie, która przeżywa żałobę. Chcemy jej pomóc, ale nie wiemy, jakie sposoby będą najlepsze, by jej nie urazić, a rzeczywiście wesprzeć. O tym, jak to robić Dariusz Dudek rozmawia z psychoterapeutą i familiologiem Pawłem Bodzonem.

 

Czytaj także: "Czucie jest lepsze niż nieczucie." – rozmowa o przeżywaniu żałoby


Składać kondolencje, czy nie


Poprzednim razem rozmawialiśmy o tym, jak przeżyć żałobę samemu. Dziś chciałem Cię zapytać, jak pomóc osobie, która jest w tym procesie. Wiele osób może się zastanawiać, jak zachować się na pogrzebie, czy podejść z kondolencjami?


Wydaję mi się, że trzeba składać kondolencje. Dlaczego nie? Jeśli ktoś odniósł sukces to gratulować mu, czy nie? Jeśli ktoś jest smutny to pocieszać go, czy nie? Dochodzimy tak do pytania ogólnego: reagować, czy nie? Uważam, że trzeba reagować. Jeśli ktoś przewróci się na naszych oczach na ulicy, to reagujemy i podnosimy go. Jeśli ktoś przewróci się wewnętrznie, psychicznie to też powinniśmy go podnieść.


Jeśli ktoś z naszych bliskich, znajomych traci kogoś, to warto odezwać się, zadzwonić i powiedzieć to proste zdanie: “Moje szczere wyrazy współczucia. Pamiętam o tobie”. To może być dużym wsparciem.


Kondolencje to pewien element rytuału pogrzebowego.


Tak. Lubię patrzeć na to, jak reagujemy społecznie na pewne sytuacje i jak kulturowo mamy zaprogramowane pewne zachowania. Na przykład kwiaty na pogrzebie: po co one są? Czy dla zmarłego? Nie. Są dla tych, którzy zostali, bo potrzebujemy piękna, ono nas koi. Myślę, że część tych kwiatów można przekazać tej osobie, która straciła tego najbliższego dla siebie człowieka, by także w domu była otoczona pięknem.


To my potrzebujemy zapalenia znicza, nie osoba zmarła – jej może pomóc modlitwa, ale my potrzebujemy rytuałów pogrzebu, gdyż to pomaga nam domknąć pewne sprawy związane z żałobą. Nasza obecność na pogrzebie na cmentarzu, na Mszy pogrzebowej to także jest wsparcie.


Istotne jest także, jeśli możemy to zrobić, odciążenie osoby, która straciła kogoś bliskiego, w sprawach organizacji pogrzebu. Jeśli ta osoba jest w pierwszej fazie żałoby, czyli tego szoku i gniewu związanego ze śmiercią, to żeby samej zająć się kwestiami formalnymi, ma do wyboru przykrą opcję: zamknąć w sobie te emocje i nie przeżywać ich. Odracza w ten sposób swoją żałobę. Na zewnątrz może wyglądać na spokojną i ktoś może skomentować, że świetnie sobie radzi, ale gdy zostaje sama, to puszczają tamy i emocje się wylewają.


Czytaj także: Chcieć to móc? Śmiem wątpić...


Msza dowodem pamięci


Na południu Polski, skąd pochodzę, jest zwyczaj, że zamawia się Msze za zmarłego, a po skończonej Eucharystii ksiądz odczytuje, kto je zamówił. Dotychczas trochę mnie to oburzało, miałem wrażenie, że to swego rodzaju chwalenie się: “Zobaczcie, ja zamówiłem Mszę, a wy?”. Natomiast dla osoby, która jest w żałobie, może to być wzmacniające: aż tyle osób tu jest, aż tylu znajomych, sąsiadów poprosiło o Eucharystię.


Myślę, że to zależy od człowieka. Na pewno są osoby, które wolałyby usłyszeć, że te Msze po prostu będą odprawione, zamiast całej litanii imion i nazwisk, która może się kojarzyć z poszukiwaniem własnej chwały.


Myślę, że to zależy od intencji osoby, która zamawia Mszę.


Tak! Zdaję sobie też sprawę, że osoby starsze, które wzrastały w takim klimacie, nie będą miały żadnego zarzutu do takiej formy i ucieszą się z tych wyczytanych nazwisk i tego, że pamiętają o nich i zmarłym.


Czytaj także: "Mam myśli samobójcze, czy ktoś mi pomoże?" Rozmowa o kryzysie suicydalnym


Z dziećmi o śmierci


Chciałem zapytać o obecność dzieci na pogrzebach oraz przy osobach umierających. Czy zabierać dziecko, by pożegnało się z umierającą babcią w szpitalu? Jak mówić o śmierci?

Powiedzenie dziecku prawdy jest nieuniknione. To, w jaki sposób to uczynimy, zależy od wieku dziecka. Ciężko powiedzieć piętnastolatkowi, że babcia jest u aniołków. Musi być poziom adekwatności w przekazywaniu tej informacji i tłumaczenia tej rzeczywistości. Dla dziecka bowiem rzeczywistość straty jest czymś naturalnym, z czym od początku się spotyka. Gdy rodzi się jego brat, czy siostra traci choćby przywilej bycia jedynakiem. Całe życie uczymy się tracić.


W przypadku straty kogoś pojawia się pytanie o okoliczności śmierci. Nie można przygotować dziecka na to, że traci dziadka w nagłym wypadku. Jeśli natomiast umiera on otoczony bliskimi, w domu, w którym martwią się o niego i jest to trudne, to dziecko po prostu jest w tej atmosferze i też będzie czuło to napięcie. Najważniejsze jest zatem być w kontakcie z dzieckiem, a nie na siłę je odsuwać. Inaczej nauczy się, że są emocje, których nie można okazywać, nie można przeżywać, które są niewyjaśnialne i powodują cierpienie.


A czy zabierać dziecko na pogrzeb?


Nie jestem zwolennikiem tego, by każde dziecko zawsze brać na pogrzeb. Dla niektórych może to być traumatyzujące. Mam takich pacjentów, którzy wspominają zwyczaj, że zmarła osoba przez jakiś czas leżała w trumnie w głównym pomieszczeniu domu, paliły się świece i odmawiano różaniec. Dla niektórych było to doświadczenie traumatyczne, dla innych nie. To bardzo indywidualna sprawa.


Najważniejsze to być w kontakcie z dzieckiem. Nie można go zostawić samemu w tej sytuacji. Ono musi mieć wsparcie. Gdy będziemy w kontakcie z dzieckiem, to będziemy wiedzieli, czy dziecko jest gotowe, by pójść do kaplicy cmentarnej na różaniec przy trumnie, czy jest gotowe, by pójść na Mszę pogrzebową. A jeśli nie jest, lepszym rozwiązaniem będzie odizolowanie go od tej przestrzeni i pozwolenie mu na wyrażenie swoich emocji i myśli.


Czytaj także: "Czy religia powinna być w szkole? Nie wiem" Wywiad z nauczycielem religii


Kontakt jest najważniejszy


Nieodzowne jest zatem bycie w kontakcie z dzieckiem, które też przeżywa żałobę.


Owszem. Każda osoba przeżywająca żałobę potrzebuje wsparcia innych osób, a te wspierające osoby także potrzebują pomocy innych. W ten sposób tworzy się cały system wsparcia.


Dawniej, gdy na wsi ktoś umierał, to do domu zmarłego schodzili się wszyscy! Dlatego tak ważna jest obecność na stypie, gdzie wspomina się dobrze tę osobę. Przytacza się anegdoty, radosne wspomnienia. W ten sposób ta zmarła osoba niejako uczestniczy w tym wydarzeniu i jest między nami.


Byłem na wielu stypach. Początkowo dziwiłem się, jak można spotykać się na uroczystym obiedzie, z deserem, kawą w jakimś lokalu z powodu czyjegoś pogrzebu! Ale w trakcie stypy opada napięcie związane z pogrzebem. Pojawią się rozmowy, śmiechy i radość. Obok doświadczenia śmierci pojawia się świadomość tego, że życie toczy się dalej, że wokół nas są żywi ludzie, którzy są życzliwi i są przy nas.


I to jest właśnie element tego procesu: śmierć, smutek, pogrzeb, stypa i czas, gdy jesteśmy w kontakcie z innymi ludźmi. Dlatego to ważne, by być przy osobie doświadczającej żałoby, poświęcić swój czas, pokazać, że zmarła osoba była ważna nie tylko dla najbliższej rodziny, ale też dla mnie. Dzięki temu osoba wie, że nie jest sama w przeżywaniu tego problemu, ma więcej narzędzi do poradzenia sobie z własną żałobą, więcej osób, do których może się odezwać. A samo wspominanie przez nas zmarłej osoby, może ukoić żałobnika i jednocześnie pokazać, że życie toczy się dalej. Owszem, skończył się jakiś ważny etap, jest to smutne, ale świat się nie kończy. Jednak do tego niezbędna jest obecność innych osób przy tym, który przeżywa żałobę i temu służą rytuały pogrzebowe, w tym stypa.


109 wyświetleń0 komentarzy

Powiązane posty

Zobacz wszystkie

Chcę otrzymywać newsletter!

Dziękujemy za przesłanie!