Rozwój duchowy, tak na chłopski rozum, jest w moim żywotnym interesie

Zaktualizowano: 18 sty

Wersję audio tego tekstu znajdziesz w aplikacji Droga Odważnych

Rozwój duchowy to podróż

“Kiedy słyszę “rozwój duchowy”, mam odruchowo w głowie swoistą mgłę – wiem mniej więcej o co może chodzić, ale tu wszystko jest niedookreślone. Otóż tutaj wszystko jest dookreślone!”

 

Kino we dwoje

W komediach o zabarwieniu romantycznym, do których z czasem musiałem się przyzwyczaić, (bo chodzą po tej ziemi takie piękne istotki, dla których innego rodzaju kino po prostu jest nudne i koniec), słowa “kocham cię” są najczęściej szczytem fabuły. Do tych słów dążą wątki i te słowa załatwiają wszystko – od tej pory ona i on idą przez życie razem i nic im nie będzie, bo mają siebie i swoją wzajemną miłość. Piękne…

Nie piszę tego z przekąsem. Taki obraz kojarzy mi się z relacją człowieka z Bogiem. Jeżeli przyjmuję, że On jest, stworzył mnie, a jedną z Jego podstawowych cech jest wszechmoc, to na chłopski rozum w moim żywotnym interesie powinno być utrzymywanie z Nim relacji na jako takim poziomie, a idealnie byłoby mieć tę relację na poziomie przyjacielskim, kiedy po prostu spotykam się z Nim na co dzień ot tak, bo jest Przyjacielem, a przy okazji Ojcem, Stwórcą, Kimś, kto wszystko mi zapewnia i kogo kocham. I to jest cel rozwoju duchowego.


Daj mi konkret dla rozwoju duchowego!

Niestety my, faceci, zasadniczo wolimy relacje z kimś, kogo widzimy oczami, niż z kimś, kogo musimy umieć dostrzec jakimś wewnętrznym zmysłem wiary. Żeby zbliżyć się do Boga, którego istnienia raczej w większości nie negujemy, musimy wyjść ze swoich przekonań i wejść w doświadczenie… Brzmi tajemniczo, tak jak cały ten rozwój duchowy.


Dla mnie tym doświadczeniem było na początku, i nadal jest, słowo Boże. To samo, które być może leży u Ciebie gdzieś na regale i się kurzy. Warto zajrzeć. Tam jest Twoja historia.


Rozwój duchowy? Proszę bardzo!

Kiedy słyszę “rozwój duchowy”, mam odruchowo w głowie swoistą mgłę – wiem mniej więcej, o co może chodzić, ale tu wszystko jest niedookreślone. W ten sposób mózg mnie oszukuje. Otóż tutaj wszystko jest dookreślone. Bóg kocha mnie tak, że dał się za mnie zabić, a potem zmartwychwstał i żyje. W tym kontekście rozwój duchowy to bycie blisko właśnie z Kimś takim na co dzień, no i naśladowanie Go – to już praktycznie dzieje się samo, jeśli autentycznie z Nim jestem.


Jak to zrobić? Jaki jest sposób? To nasze ulubione pytania. Żeby na nie odpowiedzieć, dobrze byłoby cofnąć się o dwa akapity. Po kościelnemu mówi się, że Bóg się objawia w swoim słowie. On tam jest. Nie czytamy tego słowa jak reportażu, ono nie da nam odpowiedzi na każde zagadnienie na ziemi. Tak się nie da. Ale żeby zbliżyć się, na miarę ludzkich możliwości, do jej Autora, ta księga wystarczy. Można ją przeczytać od deski do deski jak zwykłą książkę, wziąć pod uwagę historyczne fakty o autorstwie poszczególnych ksiąg i zanegować w ten sposób to, co padło w poprzednim zdaniu – że Bóg jest autorem Pisma Świętego. Można się zżymać, że tłumaczenie jest słabe, że jest tam pełno krwi, wojny, pozornych sprzeczności, potem można wyśmiać cały ten pomysł i pójść w swoją stronę.


Koszty rozwoju duchowego nie są wielkie

Trudno jednak dyskutować z historiami ludzi, którzy “przeżuwają” i “przeżuwali” w ciągu 2000 lat te zdania. Po trochu, regularnie, małymi krokami, bez strachu, skreślania z góry i przywiązania do swoich racji – znani i nieznani święci, czyli zwykli ludzie, którzy naprawdę w to weszli. Mijają Cię na ulicy, chodzą do pracy, robią zakupy, kłócą się z bliskimi, ale robią jeszcze coś – chcą po prostu, np. na początek dnia, w milczeniu pobyć z Nim – choćby te 15 minut. Tyle to kosztuje – trochę dobrej woli i czasu, w którym zostawię swoje jedynie słuszne przekonania i siądę z Bogiem. Może coś usłyszę, może tym razem nie, może przyjdzie się wygadać, pozmagać się, powiedzieć, że w sumie dziwne to wszystko i tematy, które mam w głowie, też dziwne, ale chcę spróbować... Bo, tak na marginesie, gdyby się zastanowić, to każdy z nas miałby do Boga szereg pytań o różne bóle w życiorysie, tylko problem w tym, że wcale tych pytań nie zadajemy.


Jakie są historie tych “przeżuwaczy” z początku poprzedniego akapitu? Te, które znam, mógłbym streścić trochę w stylu science fiction: konfrontacja mocy. Moc Boga, zawarta w Słowie, spotyka się ze zdecydowanie słabszą mocą ludzkich uwikłań, nałogów i zranień.


“Bóg jest dziwny”

Ważne jest to, że konfrontacja jest skuteczna, jeśli mam obok ludzi – takich jak ja, też poplątanych. Po polsku nazywa się to Kościół (choć lepiej chyba oddaje jego charakter łacińskie “ecclesia” czyli “zwołanie”). Bóg powiedział, że nic tego Kościoła nie zniszczy. To ciekawe… Nie powiedział, że nic nie zniszczy kogoś, kto Go kocha i chce mieć z Nim relację. O Kościele tak powiedział. Tym samym, gdzie jest chciwy pleban, średnia wieku 60+, a ostatnio zdają się być jedynie zboczeńcy w czerni (w tym pradawnym był m.in. jeden zdrajca i kilku gości bijących się o władzę). Na szczęście to nie jedyne cechy tej wspólnoty.


Można się złapać za głowę. Bóg chce przychodzić do mnie przez słowo – ok, jestem w stanie to pojąć, ale chce też do mnie przychodzić, mówić i zmieniać mnie przez grzeszników, przez ich służbę, przez moje (też w końcu grzesznika) relacje z nimi. Czasami kołatało w mojej głowie: “Bóg jest dziwny”. Dziś, po parunastu latach takiej kuracji, kołacze: “Bóg jest wielki”.

Rozpisałem się, przepraszam. Takie to są warunki duchowego rozwoju. Oczywiście nie jedyne, ale podstawowe. Bycie z Bogiem jest byciem na swoim miejscu. Przy nim nie da się nie rozwijać.



 


Jeśli chcesz rozwijać się duchowo, zapraszamy Cię do skorzystania z kursów w aplikacji Droga Odważnych.


66 wyświetleń0 komentarzy

Powiązane posty

Zobacz wszystkie

Chcę otrzymywać newsletter!

Dziękujemy za przesłanie!