Bóg wyprowadził z tej sytuacji dobro obfite, przekraczające moje oczekiwania

Wersję audio tego tekstu znajdziesz w aplikacji Droga Odważnych


Ostatni tydzień lipca 2022 r. spędziłem we Władysławowie na wczasach z rodziną. Ostatniego wieczoru, wracając na kwaterę, zorientowałem się, że nie mam karty do samochodu. Pamiętałem, że rano zaglądałem do bagażnika, a potem wsunąłem ją do kieszeni. Teraz jej tam nie było. Na wszelki wypadek przeszukałem plecak swój i żony. Sprawdziłem też w pokoju, chociaż pamiętałem, że tam jej nie zostawiłem. Wolałem jednak zawiesić wiarę w swoją pamięć i uczepić się nadziei. Karty jednak nie było.

 

Czytaj także: "W drodze moja rodzina funkcjonuje najlepiej" – Wspomnienia z pielgrzymki

Nieodpowiedzialność spotkała się z wyrozumiałością

Byłem pewien, że wsunąłem ją do kieszeni, w której nosiłem portfel. W ciągu dnia wielokrotnie go wyciągałem, więc karta mogła wypaść. Intuicja podpowiadała mi jednak, że karta jest na wydmie, gdzie poszedłem przebrać się z kąpielówek. Rzuciłem wtedy spodenki na krzak róży. Podjąłem szybką decyzję: biorę czołówkę i wracam na plażę (ok. 20 min szybkiego marszu).

W tym miejscu chcę napisać kilka słów o mojej relacji z żoną. Moje uczucia wobec niej były w tym czasie ambiwalentne. Nosiłem w sobie niewypowiadaną wprost frustrację związaną z jakością naszego dialogu. Martwił mnie brak spójności w sprawach wychowawczych. Uważałem, że żona za bardzo rozpieszcza dzieci. Sam z kolei starałem się je dyscyplinować, a nosząc w sobie trudne emocje, robiłem to w sposób nieadekwatny. Te sprawy mnie dręczyły. Oddawałem je Bogu w szczerej, pełnej zawierzenia modlitwie. Kiedy małżonka dowiedziała się o problemie z kartą, nie usłyszałem od niej cienia wymówki. Spotkałem się natomiast z pełną empatią i wyrozumiałością. Potraktowała sprawę jako swoją i zaangażowała się w szukanie rozwiązania. W jej postawie odczułem czułość samego Boga. A przecież powodów do wytknięcia mi nieodpowiedzialności było co najmniej dwa: nie włożyłem karty do plecaka, tylko w spodenki, które potem walały się po krzakach; nie naprawiłem przed wyjazdem zapasowej karty, chociaż od dawna wiedziałem, że jest zepsuta.


Czytaj także: Seksualność i duchowość – czy mają ze sobą coś wspólnego?



Podziękowałem Bogu za tę sytuację

Wychodząc na poszukiwanie powiedziałem do żony: “pomódl się, proszę”. Sam ruszyłem z na wydmy. Potem dowiedziałem się, że razem z dziećmi powierzała sprawę Bogu. Sam też po drodze modliłem się. Wspomniałem św. Antoniego, ale zwróciłem się przede wszystkim do Jezusa. Zdając sobie sprawę z możliwych konsekwencji, uwielbiłem Go jednak, dziękując za tę sytuację i ufając, że wyprowadzi z niej dobro. Szedłem szukać igły w stogu siana i przeczuwałem, że powrót z wakacji może okazać się bardzo skomplikowany. Godziłem się na poniesienie konsekwencji nieodpowiedzialnych zachowań. Ale też westchnąłem z głębi serca: “Jezu, wiesz, jaki to kłopot, załatw to jakoś, zrób to dla mnie, tak po przyjacielsku”. Wypowiedziałem to szczerze, ale też bez jakichkolwiek roszczeń.

Gdy dotarłem na plażę, okazało się, że każdy jej odcinek wyglądał dla mnie tak samo. Zadzwoniłem do żony o jakąś podpowiedź. Odebrał syn. "Tatuś – powiedział – tam był taki suchy badyl, a zejście do morza było trochę łagodniejsze niż gdzie indziej. Były też drzewa, trochę podobne do wierzby". Zadziwił mnie. Z latarką przeszukałem miejsca, które wydały mi się znajome, ale bezskutecznie. Wróciłem na kwaterę z 29 tys. kroków na zegarku i przekroczoną dzienną normą zmęczenia.


Czytaj także: Nie mogę pokazać synowi, że piję

A jednak działa!

Podszedłem jeszcze do samochodu z zapasową kartą (tą zepsutą), z bezmyślną nadzieją, że może jednak zadziała. Zamek centralny nie reagował. Drzwi kierowcy otworzyłem mechanicznie i, ku mojemu zaskoczeniu, zdołałem odpalić samochód (dla kogoś może to być oczywiste, ale sam nie znam się za bardzo na samochodach). Nie dałem jednak rady zamknąć pozostałych drzwi i bagażnika. Zasypiałem z ulgą, że jednak dojedziemy do domu, ale bez możliwości zamknięcia samochodu. Zaplanowane zwiedzanie Gdyni nie wchodziło w grę. Rano znów podszedłem do auta i wymieniłem baterię w karcie – bez większego przekonania, bo ta opcja była już sprawdzona. Wkładałem kiedyś nową baterię i karta nie działała, tym razem jednak zamek centralny zareagował!

Niedziela była dniem powrotu. Miałem sprawną kartę zapasową i mogliśmy wrócić zgodnie z planem. Szkoda jedynie tej zgubionej, bo trzeba będzie wyrabiać nową. Żona zaproponowała: “pójdźmy jeszcze poszukać na plaży, pytając po drodze, czy może ktoś jej nie znalazł”. Dotarliśmy nad morze. Syn wskazał konkretne miejsce: "Tatuś, tędy wchodziłeś na wydmę". Najpierw jednak postanowiłem sprawdzić jeszcze raz miejsca, które przeszukiwałem w nocy. Po kwadransie zapytałem: "Synku, gdzie wchodziłem?" Wskazał miejsce i okazało się, że karta właśnie tam leżała.


Czytaj także: Osiągnąć wyżyny możliwości. Na skróty nie da rady...



Najważniejsze dokonało się w trzech relacjach

Ta trudna sytuacja sprawiała, że coś dobrego stało się w trzech ważnych dla mnie relacjach:

1. Żona. Co robić? Jak poradzić sobie z sytuacją i emocjami, o których wspomniałem? Oddałem to Bogu, o On udzielił odpowiedzi. Owocem wydarzenia była wdzięczność wobec małżonki i miłość, która wypełniła moje serce. Bóg nie odpowiedział wprost na zadane pytanie, ale przeprowadził mnie przez doświadczenie i postawił w innym miejscu.

2. Syn. W ostatnim czasie wytykałem mu błędy, strofowałem, korygowałem w nieodpowiedni sposób. Kiedy ja popełniłem błąd, okazał mi troskę i od pierwszej chwili zaangażował się w rozwiązanie problemu. Jego postawa dała mi do myślenia; pokazała, czym jest wyrozumiała łagodność. W tej relacji, sytuacja z kartą zaowocowała pragnieniem afirmowania syna. Wielokrotnie potem podkreślałem, jak ważną rolę odegrał i jakie zdolności posiada.

3. Bóg. Kiedy zacząłem od dziękczynienia i uwielbiłem Go w trudnej sytuacji, On wyprowadził z niej dobro obfite, przekraczające moje oczekiwania. To nie było dla mnie nowe doświadczenie. Odkryciem było to, że kiedy odwołałem się do przyjaźni, Jezus pokazał mi, jak ją rozumie. Przyjaciel pomaga; jeśli coś jest ważne dla mnie, dla Niego też takie jest. I widzę, że nie tylko mnie kocha, ale i lubi. Tak po prostu, jak przyjaciel.


48 wyświetleń0 komentarzy

Powiązane posty

Zobacz wszystkie

Chcę otrzymywać newsletter!

Dziękujemy za przesłanie!